Z pamiętnika stażysty...

Aż do momentu wyjazdu autokaru z Polski trudno mi było w to uwierzyć: staż w Biurze Poselskim w Parlamencie Europejskim (dalej:PE) w Brukseli. Takie miejsca, podobnie jak siedziba ONZu czy NATO są zazwyczaj znane tylko z krótkich migawek w telewizji, czy artykułów w prasie.
O ile PE dla niewtajemniczonych stanowi zapewne jakąś bliżej niesformułowaną biurokratyczną machinę, o tyle sprowadzanie miasta Brukseli tylko do funkcji centrum decyzyjnego UE byłoby ze wszech miar krzywdzące (szczególnie, iż jak się wkrótce miałem dowiedzieć, najważniejsze posiedzenia PE, czyli plenarne odbywają się de facto w Strasburgu).
Pomijając fakt, iż o tym małym kraju z reguły wie się i mówi niewiele (Belgowie? Ci „neutralni”, od siusiającego chłopca i najdłuższego w Europie okresu bez rządu?), to sama Bruksela jest szerszemu gronu nieznana w ogóle, bądź w bardzo wąskim zakresie.
W trakcie ok.20 godzin podróży autokarem z Gdańska do Brukseli podziwiać można zmieniające się krajobrazy (jeżeli akurat do Holandii wjeżdża się za dnia), płaskie aż po horyzont obszary rolnicze, poprzecinane siecią kanałów, tu i ówdzie wiatraki i w oddali majaczące, wystrzeliwujące ku niebu skupiska wieżowców, biznesowe centra wielkich ośrodków miejskich.
W końcu komunikat: Bruksela tuż, tuż. Pierwsze zapierające dech w piersiach „zderzenie” z tym miastem to z pewnością piękna fasada katedry śś.Michała i Guduli. Gotyckie wieże, kunsztownie zdobione licznymi wymyślnymi detalami są tylko skromną zapowiedzią bogactwa form i zróżnicowania architektonicznego stolicy Belgii. Wtem autokar zatrzymuje się i już po chwili  wysiadam na środku ulicy (dosłownie!) w centrum miasta. Okazuje się, iż kierowca wcale się nie pomylił; dworzec główny w Brukseli jest de facto wkomponowany w podziemia i parter nowoczesnego biurowca w centrum miasta. Teraz pozostawało tylko spytać o drogę do nowego miejsca zamieszkania przez najbliższy miesiąc. Jak się szybko okazało obawy co do komunikatywności Belgów z niefrancuskojęzycznym „zjawiskiem” jaki stanowiłem, okazały się całkowicie bezzasadne. Przez cały okres pobytu w Brukseli, ani razu nie spotkałem się z brakiem woli porozumienia, nawet gdy sprowadzało się to do języka gestów.
Po dniu zaznajamiania się z charakterem i topografią miasta (pomimo chęci usilnego zwiedzenia go wzdłuż i wszerz do końca mnie zaskakiwało nowymi miejscami), pierwsze spotkanie w PE. Potężna bryła kompleksu budynku Parlamentu, szkło, aluminium i marmur wyglądają trochę nienaturalnie i przytłaczająco, czy to na tle sielskiej atmosfery Parku Leopolda, czy niskiej zabudowy Placu Luksemburskiego z drugiej strony. Niezależnie od poglądów co do estetyki bryły kompleksu, czy wpasowania jego architektury w tkankę miasta, z pewnością budzi respekt i zwraca uwagę; być może to właśnie stanowiło główny cel jego projektantów, tak jak niegdyś Pałac Sprawiedliwości, którego wieża wciąż dominuje nad centrum miasta.
Po samym budynku PE trzeba wpierw nauczyć się poruszać. Skomplikowana na pierwszy rzut oka sieć korytarzy, pięter i sal - tych przestronnych i pomniejszych (sprawę ułatwiać mają wszechobecne piktogramy, ale i one często budzą kolejne wątpliwości) z czasem układa się w logiczną i łatwą układankę. Jedną z wielkich zalet pracy w tej instytucji jest z pewnością możliwość spotykania osób ze wszystkich państw UE i nie tylko, gdy np. organizowane są konferencje w sprawie sytuacji w państwach spoza Unii. Wymiana wielu idei i poglądów wbrew pozorom często nie ma miejsca na sali posiedzeń nadzwyczajnych czy w salach obrad, ale w windach (głównych „węzłach komunikacyjnych” budynku) oraz ... w stołówce PE.
Samo miasto Bruksela przyciąga z pewnością swoim zróżnicowaniem i bogatą ofertą kulturową jak i rozrywkową. Jest tu miejsce zarówno na urzekający Grand Place (albo jak kto woli Grote Markt) z zapierającą dech w piersiach gotycką fasadą ratusza, który tętni życiem przez całą dobę, jak i  na  wielkie i monumentalne kompleksy urbanistyczne króla Belgów Leopolda II, do dziś budzące respekt i przywołujące na myśl mocarstwowe ambicje monarchy. Takimi są chociażby kompleks parkowy Jubelpark z charakterystycznym Łukiem Tryumfalnym, czy Bazylika na Koekelbergu w na poły arabskiej dzielnicy Jetta.
Bruksela bowiem jest także po prostu wielkim tyglem ras, kultur i narodowości, na równi ze słynnymi metropoliami jak Nowy Jork, czy Londyn. Wszyscy zdają się żyć obok siebie we względnej harmonii, czego kluczem być może jest po prostu przywiązanie do tego miasta.
Jedyną zdecydowaną wadą Brukseli, jak i całej Belgii jest jej zmienna i w epoce jesiennej raczej nieprzyjemna pogoda. Niektórzy twierdzą nawet, iż przyczyniła się ona do poszukiwania przez Belgów największych „umilaczy”życia w postaci komiksów, czekolady i ….piwa, występującego tu w postaci setek gatunków i smaków. Jeżeli tak, to warto dla tych przyjemności przecierpieć nawet najgorszą aurę. Bruksela jest bowiem niczym bombonierka wykwintnych pralinek: może nie jest niezbędna do życia, ale czyż nie czyni je słodszym?


Paweł

© Jarosław Wałęsa 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.
realizacja: Nabucco