Z wyjazdem na staż było trochę jak z pierwszymi koloniami z dala od rodziców: niecierpliwe wyczekiwanie, gorączkowe przygotowania i strach przed nieznanym, a potem już tylko żal w związku z nieuchronnie zbliżającym się terminem powrotu do domu i tęsknota za piękną Brukselą i Parlamentem.

Pierwszy dzień nie jest łatwy, od natłoku informacji może rozboleć głowa; szybka rejestracja i wydanie przepustki, zwiedzanie potężnego kompleksu budynków, szkolenie z zakresu obowiązków, nauka obsługi ekspresu do kawy i wiele innych, a to dopiero początek! Oczywiście nie ma się czego bać, ponieważ obie Magdaleny i David służą pomocą w każdej chwili i śmiało można pytać ich o wszystko.

Czas w Brukseli mija bezlitośnie szybko: posiedzenia komisji i grup politycznych, szkolenia, konferencje, koncerty, lunche i koktajle, sprawdzanie poczty, pisanie listów i tłumaczeń to tylko część atrakcji przewidzianych na okres stażu. Pracy jest dużo, ale są to rzeczy przy których można się sporo nauczyć i które dają sporą satysfakcję, wystarczy trochę się przyłożyć.

Sama Bruksela budzi u wielu mieszane uczucia, choć ja osobiście zakochałem się w tym mieście. Starówka robi niesamowite wrażenie za dnia i w nocy, a ulice tętnią życiem. Nawet pośród betonowych molochów można znaleźć wiele urokliwych zakamarków, które sprawiają, że architektura nie przytłacza i w mieście żyje się bardzo przyjemnie. Ciężko zliczyć wszystkie parki i place, na których za dnia można przysiąść na ławce i zjeść lunch, a wieczorem w spokoju wypić piwo, a nawet potańczyć na jednej z wielu ulicznych imprez. Brukselczycy w ogóle lubią się bawić i są bardzo otwartymi i wyluzowanymi ludźmi, obcy uśmiechają się do siebie na ulicach i w metrze, często zagadują, są bardzo pomocni i w większości biegle władają angielskim. Komunikacja w mieście działa bez zarzutu, chociaż podróżując autobusem należy pamiętać, że wszystkie przystanki są na żądanie, a i łatwo utknąć w korku, więc polecam metro, na którym ani razu się nie zawiodłem.

Miesiąc to wystarczająco dużo czasu by nauczyć się z łatwością poruszać po wszystkich zakamarkach Parlamentu i spróbować niemal wszystkich dań serwowanych w parlamentarnej stołówce. To też wystarczająco dużo czasu, by nauczyć się kilku rzeczy niezbędnych do pracy w biurze europarlamentarzysty, a nawet załapać podstawy francuskiego.

Niestety miesiąc to też o dużo, DUŻO za mało, ponieważ praca u Jarosława Wałęsy to czysta przyjemność, każdy dzień przynosi nowe doświadczenia i naprawdę ciężko stąd wyjechać. Miesiąc to zdecydowanie za mało, jeśli zakochasz się w tym mieście, które tętni życiem i w którym codziennie można odkrywać rzeczy nowe i niezwykłe i nigdy wię nie nudzić. Uważam, że każdy kto ma taką szansę i chęć powinien odbyć taki staż, bo to niepowtarzalna okazja do nauki, odkrywania i dobrej zabawy i mi udało się tą szansę wykorzystać, liczę że kolejni stażyści również ją wykorzystają.

© Jarosław Wałęsa 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone.
realizacja: Nabucco